Spacerkiem przez rodzinne strony... a tu bach! Taki rodzynek. Bardzo fajny pomys³, idealnie wycelowany w grupê docelow±, z humorem no i oczywi¶cie folklorystycznie. Kreacja pewnie nie zdobêdzie "Kreatury 2008", ale Effie... mo¿e, mo¿e. Ciekawe czy sprzeda¿ wzros³a...
Wcze¶niej w telewizji us³ysza³em, ¿e Premier te¿ go widzia³... co¶ w tym musi byæ. Byæ mo¿e ju¿ wkrótce zostanie powo³ana kolejna centralna jednostka administracji publicznej, której celem bêdzie zlustrowanie obecno¶ci Behemota w ¿yciu prywatno-publicznym pañstwa. Niestety w tym stadium paranoi, mo¿na spodziewaæ siê takich posuniêæ...
W diademie, w otoczeniu piêknych rzeczy, jak Shirley Temple. Twoje oczy, u¶miech... Gdyby¶ tylko o¿y³a, mia³aby¶ wielki apetyt. Mog³aby¶ poch³aniaæ puchary lodów oblanych s³odk± polew±. Sw± rozgrzan± do bia³o¶ci kart± kredytow±, po³yka³a¶ kolejne kêsy ¶wiata. Nieustaj±ce pragnienie, jak jamoch³on absorbowa³aby¶, wsysa³aby¶ wszystkie dobra konsumpcyjne, te na sprzeda¿, do wynajêcia, w leasingu i na kredyt. Wielkie ¿arcie ¶wiata, mieæ i nie byæ, w klimatyzowanych galeriach handlowych....
Ale jeste¶ tak samo sztuczna jak ja, obserwuj±ca plastik twoich pleców i wiem jak bardzo jest Ci ¼le, wiedz±c ¿e nie skosztujesz tych wszystkich smaków, które wiruj± za witryn±. Jeste¶ stworzona tylko do podziwiania diademu, który kto¶ wyprodukowa³ i postanowi³, ¿e lepiej sprzeda siê w³a¶nie na twojej g³owie.
Jak po wojnie, jak na wojnie. Prudential krzyczy pustymi framugami. Wypatroszony, zszarza³y cierpliwie czeka na remake swojej ¶wietno¶ci. Wentylowany przeci±gmi wierzy, ¿e mu siê uda.
Jest co¶ takiego w przeró¿nych instalacjach elektrycznych wysoko i niskonapiêciowych, hydraulicznych systemach, narzêdziach przemys³owych, wreszcie w samych warsztatach, hutach, zak³adach produkcyjnych, co zmusza mnie do siêgniêcia po utrwalacz.
Otó¿ w miejscowo¶ci Urle, zdarzy³a siê rzecz nies³ychana. Pan Henryk niespodziewanie odkry³ istotê wszechbytu i w pozycji horyzontalnej postanowi³ j± kontemplowaæ. Pozostawiaj±c wszystkie troski w chwilowym niebycie, jego ¶wiadomo¶æ znalaz³a siê w stanie spoczynku. Bod¼ce ¶wiata zewnêtrznego nie dociera³y do Pana Henryka, tak¿e móg³ w spokoju wejrzeæ w istotê rzeczy, nie bêd±c niepokojonym ¿adnymi natarczywymi my¶lami. Innymi s³owy, Pan Henryk sku³ siê koszmarnie i pad³ na peronie kolejowym...
Czasami niespodziewanie nastêpuje zbie¿no¶æ miejsca i czasu. Czasami mamy trochê szczê¶cia, ¿eby tê zbie¿no¶æ zauwa¿yæ. Czasami udaje siê nawet j± uchwyciæ... Czasami to zbyt rzadko, lecz w tym w³a¶nie tkwi ca³y smak.